Dubaj.

W końcu zabrałam się za pracę porządkową dysków i odnalazłam zdjęcia z wakacji. Jestem dosyć słaba z opowiadań (tak jak z opowiadania dowcipów) więc zostawię Was z garścią zdjęć.

Długo myślałam jak tą podróż ubrać w słowa. W końcu po pół roku mi się udało…

 

Klasycznie rozpoczęliśmy podróż samolotem, stres był z prostej przyczyny, pierwszy raz w życiu wsiadłam na pokład. I właśnie wtedy poczułam że nie mam nad niczym kontroli…

…ale cały stres dosłownie wyparował, kiedy po wylądowaniu wyszliśmy z samolotu i buch… upał i duchota.

Polecam kupić dobry przewodnik z zaznaczonymi ulicami oraz najważniejszymi miejscami do zwiedzania, naprawdę można się zgubić, ale ludzie są bardzo otwarci i sympatyczni, udzielą odpowiedzi, poradzą, a nawet zaprowadzą!

2

My wybraliśmy się poza sezonem i byliśmy dla nich bardzo… egzotyczni (tak, my białe twarze!) mimo że szanowaliśmy ich kulturę, próbowaliśmy się wmieszać w tłum, zakrywałam nogi i ramiona, to i tak czułam się inna.

Hmm… może właśnie dlatego ludzie byli tacy mili: nie było turystów, nikt nie zawracał im głowy, a my, dwójka spacerujących ludzi to była odskocznia od sprzątania, układania przypraw, codziennych obowiązków.

19
18

 

Między dwoma brzegami Dubai Creek pływały łódki, za odpowiednik polskiej złotówki można było przepłynąć na drugą stronę. Świetny środek transportu, płynęliśmy może ze 20 razy!

3

4
A na brzegach pakowanie sprzętów na barki (w Dubaju chyba następuje jakieś przepakowanie, przekierowanie, bo co dwa dni na brzegach można było zobaczyć rybaków, a obok panów, którzy pakowali na łodzie wielgachne plazmy znanych marek. )
5
Zwróćcie uwagę na niebo – ani jednej chmurki, cały czas niebo spowite jakby mgłą.

Złoto, wszędzie złoto! Bogactwo Dubaju widać na każdym kroku. Na Sukach (odpowiedniku naszego bazarku) można kupić od zawieszki do łańcuszka, przez wielkie pierścienie ręcznie robione, aż w sąsiednim Emiracie – w Abu Dhabi – w Emirates Palace można zakupić sztabki złota!

6

 

Oczywiście będąc w Dubaju nie można było nie pojechać do hotelu Burj Khalifa na 124 piętro (At The Top – od razu kojarzy się piosenka Gentleman) i zobaczyć panoramę najszybciej rozwijającego się kraju na Świecie.

7

Najlepsze dla ochłodzenia w 45 stopniowy upał jest… kokos!

8
Grzechem by było nie zrobić sobie rundki po parku w centrum Dubaju!

9
Nie jesteśmy typami ludzi którzy lubią pluskać się w wodzie, odpoczywać. Jedziemy na wakacje, do innego egzotycznego kraju więc CHCEMY zwiedzać. Do odważnych świat należy, więc doszliśmy do wniosku że Abu Dhabi to świetny plan na 3 dni zwiedzania. Spakowaliśmy torby, a za wiele tego nie było (ostatnimi czasy pobijamy rekordy w pakowaniu i chyba między sobą rywalizujemy kto będzie miał lżejszą torbę!)

Komu w drogę, temu… bilet na autobus. Pierwsze dwa nie jechały, na trzeci autobus musieliśmy biec (zdały się lekkie torby) i dwie godziny później, najpierw 3 piętrową drogą ekspresową, potem pustynią i byliśmy w następnym Emiracie.

W drodze do Emirates Palace (to tam kupimy sztabki złota) musieliśmy się wybrać na szybkie zakupy do centrum handlowego, niestety mój nowo nabyty mąż miał nieodpowiedni strój (jak się okazało można do budynku wejść w długich eleganckich spodniach). Jego torba zrobiła się cięższa 😉

Nie opowiem Wam o Emirates Palace, bo dla mnie samej to było za dużo. Na każdym kroku coś nas zaskakiwało. Palmy w holach, złote donice, maszyna do sztabek złota, piękne sufity, małe wodospady. Tak się zatraciliśmy w oglądaniu że w końcu się zgubiliśmy…

12

13

Jako że Emiraty to ‚wysepki na pustyni’, wybraliśmy się pooglądać wielbłądy i zjeść kolację na środku pustyni 😉

14 15

Nie mogło zabraknąć najważniejszej postaci historycznej w Dubaju, mowa tu o władcy: Sheikh Zayed (zachęcam do wygooglowania, z prostej przyczyny: od niego wszystko się tam zaczęło).

Piękny meczet w Abu Dhabi

17

16

 

Każdy dzień pobytu celebrowaliśmy. Co dzień jedliśmy coś oryginalnego, orientalnego. Zjedliśmy kolację w Mariocie, weszliśmy do morza, które miało 30 stopni ciepła i było okropnie słone. Jeździliśmy taksówkami, metrem, łódkami, busem dwupiętrowym, dużo chodziliśmy. Pytaliśmy ludzi o drogę, śmialiśmy się z Pakistańczykami na środku pustyni, po tej samej pustyni jeździliśmy quadami, byliśmy w Ferrari World, zobaczyliśmy wodospady w centrum handlowym.

Zrobiliśmy (a w sumie ja zrobiłam) ogromną ilość zdjęć, zjadłam z milion kalorii, wyjeździliśmy tryliony kilometrów, ale warto było!

10

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *